środa, 17 kwietnia 2019

Idą Święta

Kochani, życzę Wam ciepłych, kolorowych, pełnych radości Świąt Zmartwychwstania Pańskiego, a także miłych spacerów i spotkań  z budzącą się do życia przyrodą.














Dziękuję Basi za nagrodzenie mnie miłą niespodzianką, w postaci ślicznej kurki wielkanocnej i karteczki z życzeniami. Kurka najbardziej przypadła do gustu Grzesiowi i trzeba było mu ją zabrać, żeby jej nie zjadł.



Dla niewtajemniczonych wyjaśniam, że Basia wyróżniła moje dziwactwo polegające na tym, że wolałam uszyć nowe spodnie, niż uprasować uprane.










Niżej, mój wielokrotnie próbowany, autorski przepis na niezwykle, puszyste ciasto drożdżowe, które jest niezbędne na wielkanocnym stole. Można go użyć na baby. Ja wolę większe formy, żeby szybko nie obsychało. Jak widzicie jeszcze nie zdążyłam go polukrować, czy udekorować bakaliami, a już  sporo zjadłam.
Na formę o wymiarach: 38 cm./12 cm/7,5 cm. dałam
3/4 szklanki mleka,
3 dkg drożdży,
12 dkg cukru,
7 żółtek,
15 dkg masła,
37,5 dkg mąki,
otarta skórka z cytryny.

Z takiej porcji wyjdą  co najmniej 2 babki.


czwartek, 28 marca 2019

Bezszwowy kardigan

Witajcie, początek dziergania  kardiganu pokazałam w poście z dnia 4 września 2018 r. https://www.blogger.com/blogger.g?blogID=2414967273687475812#editor/target=post;postID=8744715052461268176;onPublishedMenu=template;onClosedMenu=template;postNum=5;src=postname. Praca nad nim bardzo wolno posuwała się do przodu z przyczyn różnych. Miał być na zimę, wyszedł wiosenny, w kolorze jagód, fiołków lub bzu, może zastąpić cienki płaszczyk. Wełenka nie należy do najcieńszych, więc żeby mnie nie pogrubiał,  lekko dopasowałam go w talii i zastosowałam ażur tylko w tych miejscach, które mogą być szersze. Długość swetra całkowicie zasłania pupę i jeszcze trochę, ale jest przed kolana, żeby całość nie wyglądała zbyt ciężko. Oceńcie, czy moje sztuczki się udały?
























Na wieszaku widać przód, tył, rozmieszczenie ażuru i brak szwów. Żaden z kolorów na zdjęciach nie wyszedł idealnie. Jest to kolor pośredni.
                              
                            Na leżąco lepiej widać  kształt. 




 

 Opis wykonania :
Kiedy na drutach nr 3,5 miałam 316 oczek, rozdzieliłam robótkę na 3 części. Na tors pod pachami przeznaczyłam 184 oczka, a na każdy rękaw 66 oczek. Zwęziłam je dopiero przy mankietach do 47 oczek. Zrobiłam kilka centymetrów torsu, przymierzyłam i pomyślałam, że nie chcę, żeby sweter był prostym worem, więc pod biustem zmniejszyłam liczbę oczek najpierw do 176, a po kolejnych paru centymetrach do 168 oczek. Taką ilością oczek  doszłam do talii. Dalej postanowiłam równomiernie rozszerzać tors, mając na uwadze, by osiągnąć liczbę oczek podzielną przez 12. Listwy na zapięcie, wykonane ściegiem ryżowym mają po 6 oczek.
 Mając 192 oczka, na wysokości bioder zaczęłam ażur i trzeci motek włóczki.
Sposób wykonania pach pokazywałam już wielokrotnie, więc to pominę. Szerokość każdego rękawa zwężałam do 60 oczek w obwodzie, dalej dziergałam je prosto.
Dalsze rozszerzanie torsu jest możliwe tylko przy zmianie ściegu. Po zakończeniu ażuru, na dole torsu przerobiłam 2 rzędy ściegiem pończoszniczym, dodając 30 oczek przed listwą. Na samym dole torsu ostatecznie miałam 222 oczka.

Na co musiałam uważać?
1) Kiedy robótka zwiększa swoje rozmiary trzeba uważać na  motki i druty, by się nie poplątały.
2) Wykonując ażur, na dole swetra, rzędy parzyste przerabia się na lewej stronie, jako wszystkie
    oczka na lewe, natomiast na rękawach okrążenia parzyste należy przerabiać samymi oczkami
    prawymi.
3) Na schemacie wzoru warto zaznaczać na bieżąco wykonane rzędy i okrążenia, by nie pomylić
    wzoru i rękawy zrobić identyczne. Niżej moja ściągawka, dopóki jej nie przygotowałam, to
    rękawy mi się myliły.
Dobór guzików jest kwestią gustu. Ja wybrałam w tym samym kolorze, co włóczka, matowe i wklęsłe.

Nie wszystkie  grudniki kwitną zimą,  może to zależy od ich barwy, a może od terminu wsadzenia?.


Ten od lewej wyrósł
z zaszczepek przysłanych przez Basię Wójcik i zakwitł w marcu, w pięknym łososiowym kolorze. Jeszcze raz dziękuję Ci Basiu, że wzbogaciłaś moją kolekcję grudników o nowy, tak delikatny kolor.
W marcu zakwitł również grudnik z zaszczepek  od sąsiadki. Miał być czerwony, wyszedł ostry róż, ale nie szkodzi, jest piękny i różni się od moich wcześniejszych różowych połączonych z bielą. Chciałabym mieć wszystkie kolory tych roślinek.













Pozdrawiam wszystkich wiosennie!

poniedziałek, 4 marca 2019

Zimowe zajęcia.

Witajcie moi drodzy obserwatorzy i goście ! W  styczniu  dziewiarstwo jakoś mi nie szło, gdyż sztywniejący kciuk i własnoręcznie wykonywane poprawki  malarskie oraz palenie w piecu c.o. odciągały mnie od drutów. W lutym postanowiłam odpocząć w górach. Tak się złożyło, że pierwszy raz byłam w Muszynie.

Mróz i ja z wnukami - Krzysiem i Grzesiem hartujemy się.
Ten biały domek, który widać za synową polecam, to " Willa Karo", wyposażenie kwater, czystość
i kultura, jak w hotelu pięciogwiazdkowym, a dużo taniej !
 Niżej  ośnieżona Muszyna, opatulonego w wózku Grzesia praktycznie nie widać.



To dziecko jest nieprawdopodobnie bezproblemowe. Ma apetyt, nie choruje, na mrozie tylko trochę nos mu się zaczerwienił, cieszy się, jak się go przebiera, potrafi wrzasnąć tylko wtedy, kiedy ma mokro lub jest bardzo głodny. Jeszcze nie siedzi, ale już raczkuje.

















Razem z Krzysiem stwierdziliśmy, że Pijalnia wód mineralnych niestety o tej porze roku jest zamknięta. Liczne miejsca spacerowe i wypoczynkowe nabiorą uroku późniejszą wiosną i latem.

Ostatnie zdjęcie było zrobione w pobliskiej Krynicy. Tam bywałam już wcześniej.
Widoczny na nim mój syn dzisiaj obchodzi urodziny, to była szczęśliwa noc, kiedy o godz. 24 pojawił się na świecie. Życzenia złożyłam mu dzisiaj o 12-tej w południe.






Po spacerach najlepiej odpoczywa się z książką. Pierwszy raz sięgnęłam po  powieść polskiej pisarki Agnieszki Walczak - Chojeckiej i stwierdziłam, że ma lekkie pióro. Tematem głównym powieści " Gdy zakwitną poziomki" są autentyczne, przeżycia kobiety, związane z  tęsknotą za potomstwem
i trudnościami z  zajściem i utrzymaniem  ciąży. Warto przeczytać i  zrozumieć problem.










Po powrocie do domu zachorowała mi  Tusia. Nie będę się wdawać w szczegóły, ale wyglądało to  bardzo poważnie, byłam przerażona, bo ona ma już 17 lat. Na szczęście pani weterynarz z zaprzyjaźnionej lecznicy dla zwierząt szybko i skutecznie jej pomogła. Dała jej 2 tygodnie na wyzdrowienie, a ona po dwóch dniach odżyła. Z niedowierzaniem patrzę, jak biega po schodach i po ogródku.
 Zdjęcie robiłam dzisiaj. Choroba i leki nieco ją przestawiły, bo w ciągu dnia śpi, a w nocy wstaje, chce jeść, pić i biegać. Trochę się przez nią nie wysypiam, ale niech tam, ważne że jesteśmy razem. Miałam Wam pokazać Muszynę, a wyszło, że pokazałam rodzinę.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i obiecuje wkrótce post robótkowy.

wtorek, 11 grudnia 2018

Bonetki i babeczki do zdjęć oraz życzenia świąteczne.

Witajcie po dłuższej przerwie spowodowanej odnawianiem domu. Nie byłabym sobą, gdybym nie poprawiała po malarzu, no i się zeszło. Tak już mam, po fryzjerze też zawsze robię poprawki. Trudno było mi wygospodarować czas na robótki, ale się udało, skończyłam obiecane czapeczki dla noworodków. Prawie wszystkie młode mamy chcą mieć sesje zdjęciowe swoich pociech w pierwszym miesiącu ich życia. Ta moda nawet mi się podoba, ale jestem przeciwniczką ubierania bliźniaków jednakowo. Postanowiłam udowodnić, że można to zrobić w tym samym stylu, ale jednak inaczej. Tak powstało 5 czapeczek dla znajomej. Sposób dziergania  słodkich babeczek dla najmniejszych  pokazywałam tu: http://iwonusiowo.blogspot.co/search?updatedmax=2018-07-22T07:08:00-07:00&max-results=7  Bonetki bvły dla mnie wyzwaniem, zwłaszcza ich wymiary. Czapeczki prezentuję na zaczętym wiele lat temu, żółtym obrusie. Nie będzie skończony, chociaż wzór ciekawy, ponieważ sztuczna nitka potwornie się skręca i plącze w robocie. Więcej było rozplątywania jej, niż samego szydełkowania, więc spasowałam.




Uznałam, że  śnieżynka w grudniu musi być. Zaczynałam ją szydełkować od kółka z tyłu, o średnicy - 7,5 cm. Góra i przody, to prostokąt o wymiarach 14cm / 28cm. Potem zrobiłam drabinkę z tyłu i wykombinowałam podwójną regulację wstążeczkami, które po ściągnięciu będą sobie po prostu wisiały i fruwały.





Niżej widok  z przodu i z prawej widok tyłu.














Moja sypialniana lampa stała się modelką dla troszkę mniejszej, łososiowej bonetki. Średnica kółka - 8,5 cm i adekwatne wymiary 10,5 /30cm.










































Głębokość różowej bonetki, z nieco wywiniętym daszkiem
(odległość od środka kółka do pikotki) -14 cm.




średnica kółka -7 cm.












Dla bliźniąt można tworzyć różne zestawy np. łososiowa czapeczka z brązowo-kremową.
 Różowe z białym.
 Według tego  samego fasonu.






















Dla zainteresowanych zastosowane schematy:



łososiowa bonetka

kółko do śnieżynki

śnieżynka














 różowa bonetka







 Moi drodzy Goście!


Boże Narodzenie to cudowny czas.
Wszyscy już czekają na choinki blask.
Na jej świeży zapach i kolorów moc.
Na pierwszą gwiazdkę
i tę cudowną wigilijną noc.
Wesołych Świąt!

niedziela, 28 października 2018

Przed Świętem Zmarłych.

Witajcie, witajcie ! Nie bawię się z wnukami w Halloween, za to oglądaliśmy piękne dynie i jeszcze Krzyś karmił króliki. To zdrowe warzywo może rosnąc wszędzie. Kiedyś miałam je w ogródku i chyba znowu posieję.
Odnośnie robótek, to mogę się tylko pochwalić wykonaniem jednego bucika dla Grzesia. Takie trampeczki już pokazywałam wcześniej, jeden został zgubiony i to nie przez dziecko, tylko przez jego rodziców. Na szczęście włóczkę jeszcze miałam, więc uzupełniłam brak.
Jagodowy sweter dalej na drutach dziergam, ale szydełkowanie przestało mnie bawić, a wszystkiemu winien sztywniejący kciuk prawej ręki. Smaruję go dwoma żelami na zmianę. Działają znieczulająco. Sulphur jest bardziej rozgrzewający. Jeżeli chodzi o sztywnienie, poprawy nie widzę.
Nie mogąc zbyt wiele dzisiaj pokazać, opowiem Wam prawdziwą historię naszej rodziny:

Przed Świętem Zmarłych odwiedziłam cmentarz we wsi Poświętne, na ziemi opoczyńskiej. Jest tam grób Karola Sygietyńskiego - szesnastoletniego powstańca, Powstania Styczniowego, zabitego 23 września 1863 r., na leśnej drodze pod Studzianną. Samotnie zaatakował on Rosjan, co umożliwiło oddziałowi powstańczemu porucznika Konstantego Sokołowskiego  na odwrót. W ten sposób uratował życie źle uzbrojonym powstańcom, wśród których znajdował się mój prapradziadek Mateusz oraz małżeństwu Katarzynie i Janowi Mrówczyńskim, uciekającym tą drogą, wozem konnym. Byli oni ścigani przez jednego z dowódców carskich oddziałów, za pomoc powstańcom. Uszli z życiem tylko dlatego, że  całą uwagę Moskali przykuł młody powstaniec. Katarzyna była wtedy w ciąży, więc uratowało się jeszcze nowe życie, jak się później okazało moja prababcia Marianna. Moja rodzina pobudowała grób bohaterskiemu żołnierzowi. Piecza nad tym grobem jest do dziś rodzinną tradycją. W hołdzie dzielnemu powstańcowi, w każdym pokoleniu, jednemu z synów w mojej rodzinie nadawano imię Karol. Nosił je brat mojego dziadka, mój ojciec, mój bratanek i aktualnie wnuczek mojego brata.
Stojąc  w tym miejscu uświadomiłam sobie, że Karol Sygietyński był w wieku mojego najstarszego wnuka. Zrobiono mi zdjęcie, ale nie nadaje się do publikowania. Szczegóły tej historii ładnie opisano kiedyś w lokalnej gazecie. Przeczytajcie!
Odkąd pamiętam członkowie mojej rodziny czują się szczególnie związani z Sanktuarium Matki Bożej Świętorodzinnej w Studziannej. Moi rodzice tam właśnie wzięli ślub. Ja również poczułam się wyjątkowo, przed cudownym obrazem.http://www.polskaniezwykla.pl/web/place/19899,studzianna-sanktuarium-matki-bozej-swietorodzinnej.html Warto zwiedzić to miejsce.

W odległości ok. 8 km od tego miejsca, we Fryszerce znajduje się  młyn. Są tam zarybione stawy i śluzy. Jakie dania tam serwują, to nie  uwierzycie ! Nigdzie, ale to nigdzie nie jadłam tak świeżych i pysznych ryb, obok ośrodek wypoczynkowy, polecam !

sobota, 15 września 2018

Święto Kwiatów Owoców i Warzyw

Program naszego corocznego Święta Kwiatów Owoców i Warzyw jest ciekawy i czekałam na nie  z
niecierpliwością, zwłaszcza, że wszystkie moje dzieciaki miały przyjechać. Rano jednak ujrzawszy niebo zwątpiłam, czy coś z tego będzie. Lubię oglądać kompozycje kwiatowe, przed paradą, kiedy jeszcze nie są przywiędnięte, a tu nawet po chleb ciężko było pójść, bo lało. Dopiero ok. godziny jedenastej wyszło słońce, więc wyszłam i ja. Najpierw popędziłam na wystawę. Już przy wejściu niechcący sama sobie zrobiłam zdjęcie.
Po udokumentowaniu swojej obecności na wystawie sfotografowałam, co ciekawsze aranżacje. Co rok są inne, tym razem  oprócz kwiatów owoców i warzyw wykorzystano ciekawe meble.


Jak widzicie, nie zabrakło kącika krawieckiego.


Z dziećmi, które były w drodze porozumiewałam się tylko esemesami, bo wszędzie było dużo ludzi, prawie wszyscy mieszkańcy miasta i liczni goście.
O godz. 12,00 zaczęła się parada. Najpierw spotkałam tam dwie panienki.
 Ta wyglądała zjawiskowo.

Druga sięgała dachu kamienicy.
  Poprzebierane, przejęte dzieciaki masowo uczestniczyły w pochodzie.
Ta pani dała śmieszne przedstawienie tańcząc i ciągnąć " malucha".
Wyjątkowo nie odwiedzałam straganów i nie kupiłam żadnego kwiatka, ponieważ zajmowałam się Grzesiem, żeby jego rodzice też mogli coś zobaczyć. No ale nic straconego. Mam najstarszego wnuka, który uwielbia wybierać i kupować rośliny. Zrobi mi ten zakup jutro, kiedy wszystko będzie tańsze.
Dziękuję wszystkim za zainteresowanie się moim nieszczęsnym kciukiem. Bożenko, Twoja maść jest rewelacyjna. Kciuk zdecydowanie mniej boli, ale że jeszcze sztywnieje, to udam się do znajomej rehabilitantki, może jakieś naświetlania zastosuje. Pozdrawiam świątecznie. U nas  wszyscy się bawią. do późnej nocy.