Mnie już nogi pieką, bo tylko na piechotę można się poruszać po mieście w tych dniach, a to dopiero początek. Podobno w telewizji też są reportaże, chyba na TVP 2. Pozdrawiam wszystkich świątecznie i serdecznie.
sobota, 17 września 2016
Święto Kwiatów,Owoców i Warzyw.
Nasze wrześniowe, eksportowe święto nazywają najbardziej ekskluzywnymi dożynkami w Polsce. Dzisiaj się zaczęło, potrwa jeszcze jutro cały dzień. Mnie najbardziej zainteresowały wystawy z kompozycjami kwiatów, owoców i warzyw. Oto zdjęcia ciekawych zestawień. Cykałam, jak umiałam, ludzie wchodzili mi w kadr, ale coś niecoś widać.

Mnie już nogi pieką, bo tylko na piechotę można się poruszać po mieście w tych dniach, a to dopiero początek. Podobno w telewizji też są reportaże, chyba na TVP 2. Pozdrawiam wszystkich świątecznie i serdecznie.
Mnie już nogi pieką, bo tylko na piechotę można się poruszać po mieście w tych dniach, a to dopiero początek. Podobno w telewizji też są reportaże, chyba na TVP 2. Pozdrawiam wszystkich świątecznie i serdecznie.
niedziela, 7 sierpnia 2016
Sukienka w łączkę i prezenty od Tereski
Gorąco Was witam w sierpniu ! Kiedy wnuki wygrzewają się na plażach, babcie mają spokój i grzeją maszyny do szycia. Jak widzicie, moja maszyna nie próżnowała. Tym razem fason sukienki, odpowiedni do lekkiej, naturalnej tkaniny, jaką jest wiskoza,
wybrał mi mąż. Skąd miał wiedzieć, że rękawki wyglądające na
proste, będą wymagały ode mnie niełatwej umiejętności wszywania
elementów z różkami ? Motyw łączki na szafirowym tle nie jest oryginalny, trochę fartuszkowy, więc rozpinanka nie wchodziła w grę, propozycję męża wydała się sensowna
i wygodna upał. Silny wiatr przeszkodził w zrobieniu dobrych zdjęć. Sukienka rozszerza się na dole i sięga poniżej kolan, rękawki trudne w szyciu, okazały się bardzo wygodne w noszeniu. Jest luźna w talii i zastanawiam się, czy nie nosić ją z paskiem?

Winogrono już puka do moich okien.

Pierwowzór sukienki, to model 119 z Burdy nr 6 z 1994 r.

Tu łatwizna - skrojone i zszyte 2 środkowe części przodu.
Doszycie bocznych części przodu do środkowych byłoby proste, gdyby nie te dzióbki, które mają tendencję do marszczenia i wybrzuszania w trakcie szycia. Pomogłam sobie dwoma, małymi trójkącikami fizeliny w rogach środkowych części przodu, próbowałam przez
2 dni, aż się udało.
Fragment tyłu sukienki z wszytym trójkątem
w okolicach pachy. Kwiatki przysłaniają linie szycia. To co się zagina w lewym, górnym rogu, to rękawek, który musi opadać w dół.
Tył sukienki wymagał skrojenia i zszycia podobnych elementów oraz wszycia zamka błyskawicznego, krytego o długości 50 cm. Jedną igłę na nim złamałam, przy jej wymianie śrubokręcik się rozleciał, potem objeździliśmy całe miasto, żeby taki malutki kupić. W końcu wszyłam ten zamek, chociaż trudniej było, niż przy poprzedniej sukience, bo tkanina cieńsza. W trakcie pierwszej przymiarki sukienki stwierdziłam, że góra mi się podoba, ale od pasa w dół wyglądałam jak gęś Balbina. Bardzo szeroki dół pasuje wyłącznie do talii osy. Kilkakrotnie zwężałam dolną część każdego klinu, złamałam jeszcze jedną igłę i miałam już wątpliwości, czy skończę tę robotę, zanim lato minie.
Nie powinno się używać kredy do rysowania linii na tkaninie, żeby nie zanieczyścić maszyny do szycia, ale nic innego nie było widoczne na drobnych kwiatkach. W końcu, dzięki kolorowej kredzie skończyłam tę sukienkę
i z przyjemnością schowałam maszynę do szycia na jakiś czas.
Inna babcia z bloga "Robótki Tereski" http://jesiennekolory.blogspot.com uszyła specjalnie dla mnie poszewki na jasieczki, z prawdziwej bawełny, które urzekły nie tylko mnie, ale i całą, moją rodzinę oraz zrobiła własnoręcznie cudną frywolitkową zakładkę do książek. Jeszcze raz Ci dziękuję Teresko za piękne,przydatne prezenty!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę udanego drugiego miesiąca wakacji !
i wygodna upał. Silny wiatr przeszkodził w zrobieniu dobrych zdjęć. Sukienka rozszerza się na dole i sięga poniżej kolan, rękawki trudne w szyciu, okazały się bardzo wygodne w noszeniu. Jest luźna w talii i zastanawiam się, czy nie nosić ją z paskiem?
Winogrono już puka do moich okien.
Niżej szczegóły sukienki, szukajcie zamka błyskawicznego.
Pierwowzór sukienki, to model 119 z Burdy nr 6 z 1994 r.
Tu łatwizna - skrojone i zszyte 2 środkowe części przodu.
Doszycie bocznych części przodu do środkowych byłoby proste, gdyby nie te dzióbki, które mają tendencję do marszczenia i wybrzuszania w trakcie szycia. Pomogłam sobie dwoma, małymi trójkącikami fizeliny w rogach środkowych części przodu, próbowałam przez
2 dni, aż się udało.
Fragment tyłu sukienki z wszytym trójkątem
w okolicach pachy. Kwiatki przysłaniają linie szycia. To co się zagina w lewym, górnym rogu, to rękawek, który musi opadać w dół.
Tył sukienki wymagał skrojenia i zszycia podobnych elementów oraz wszycia zamka błyskawicznego, krytego o długości 50 cm. Jedną igłę na nim złamałam, przy jej wymianie śrubokręcik się rozleciał, potem objeździliśmy całe miasto, żeby taki malutki kupić. W końcu wszyłam ten zamek, chociaż trudniej było, niż przy poprzedniej sukience, bo tkanina cieńsza. W trakcie pierwszej przymiarki sukienki stwierdziłam, że góra mi się podoba, ale od pasa w dół wyglądałam jak gęś Balbina. Bardzo szeroki dół pasuje wyłącznie do talii osy. Kilkakrotnie zwężałam dolną część każdego klinu, złamałam jeszcze jedną igłę i miałam już wątpliwości, czy skończę tę robotę, zanim lato minie.
Nie powinno się używać kredy do rysowania linii na tkaninie, żeby nie zanieczyścić maszyny do szycia, ale nic innego nie było widoczne na drobnych kwiatkach. W końcu, dzięki kolorowej kredzie skończyłam tę sukienkę
i z przyjemnością schowałam maszynę do szycia na jakiś czas.
Inna babcia z bloga "Robótki Tereski" http://jesiennekolory.blogspot.com uszyła specjalnie dla mnie poszewki na jasieczki, z prawdziwej bawełny, które urzekły nie tylko mnie, ale i całą, moją rodzinę oraz zrobiła własnoręcznie cudną frywolitkową zakładkę do książek. Jeszcze raz Ci dziękuję Teresko za piękne,przydatne prezenty!
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i życzę udanego drugiego miesiąca wakacji !
niedziela, 17 lipca 2016
Kwiatowy lipiec
Pierwszy raz wszywałam zamek błyskawiczny kryty i to długi. Trzy razy do niego podchodziłam, zanim wszyłam w sposób niewidoczny. Podpowiedź znalazłam tu: https://www.youtube.com/watch?v=-i3D1VUpDd4 Na zdjęciu widzicie fragment pleców z wszytym zamkiem o długości 60 cm.
środa, 6 lipca 2016
Co robić, żeby dzieci nas słuchały ? Podziękowanie za rozdawajkę.
Ja mam swoje sposoby, np. daję dziecku ważne zadanie. Niezwykle szybki i niepokorny Juluś dzisiaj grzecznie zrywał porzeczki na tort porzeczkowy z bezą. Ostatnio podpieram się również poradnikiem:
"Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały.
Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły", który Adele Faber i Elaine Mazlish tworzyły przez 10 lat, opierając się na doświadczeniach wielu polskich rodziców. W przypadku mojego wnuka, zawarte w tej publikacji wskazówki zadziałały na tyle, że wczoraj usłyszałam "babcia, jesteś moją koleżanką".
"Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały.
Jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły", który Adele Faber i Elaine Mazlish tworzyły przez 10 lat, opierając się na doświadczeniach wielu polskich rodziców. W przypadku mojego wnuka, zawarte w tej publikacji wskazówki zadziałały na tyle, że wczoraj usłyszałam "babcia, jesteś moją koleżanką".
To jest lektura, którą przy środzie polecam rodzicom
i dziadkom.
Ostatnie zdjęcie przestawia wygraną rozdawajkę, która wczoraj do mnie przyfrunęła. Jeszcze raz bardzo dziękuję właścicielce bloga " UTKANE Z PASJI" za śliczną, pachnącą i smakowitą przesyłkę. Ja pochłaniam kawowe cukierki, Juluś żelki, trzecią słodką paczuszkę dostanie Kacper, a ulubioną kawę Jacobs, zgodnie z sugestią sponsorki, napocznę jutro, w samo południe. Zajrzyjcie koniecznie tu http://utkanezpasji.blogspot.com/
by poznać sympatyczną blogerkę i Jej twórczość. Na tym kończę dzisiejszy post i pozdrawiam wszystkich serdecznie.
poniedziałek, 20 czerwca 2016
Dziewczęce kapelusiki.

Kapelusiki z bawełnianego koronka wykonałam dla ośmiomiesięcznej kuzyneczki, szydełkiem nr 1,75.Najpierw wymierzyłam jej główkę: minimalny obwód wynosił 47 cm, pożądana głębokość czapki do rondka 15 cm.

Zaczęłam robotę od czubka główki według tego schematu http://maranciaki.pl/forum/viewtopic.php?t=12210 . Dalej zastosowałam wzór lilii i obwód zrobiłam troszkę na wyrost. Nie liczyłam i nie zapisywałam okrążeń, koncentrowałam się na tworzeniu kształtu główki, nie obyło się bez prucia. Kapelusik miał być gładki, ale z granatowej nitki ażury wyszły niezbyt widoczne i całość smutna, więc dodałam różowe i zielone dekoracje.
Po upraniu i usztywnieniu suszyłam kapelusik na ręczniku i salaterce z porcelitu. Ten sposób blokowania dobrze się sprawdził.
Schematy zastosowanych wzorów szydełkowych w różowym kapelusiku znajdziecie tu http://iwonusiowo.blogspot.com/2013/09/dziewczecy-komplet-do-chrztu-z-opisem.html
W trakcie szydełkowania Krzyś służył mi jako model. Przymiarka trwała krótko, bo jego tata był oburzony, że chłopcu założyłam dziewczyńskie nakrycie głowy, a ja musiałam sprawdzić jak to leży na główce dziecka i zastanawiałam się nad wykończeniami ? Na główce Krzysia kapelusik nie był jeszcze krochmalony, ani blokowany,dlatego rondko wygląda jak falbanka. Po wyschnięciu i dodaniu kwiatka jest sztywniejszy i trzyma fason.

Blokowanie odbyło się na dwóch salaterkach nałożonych na siebie,dzięki temu kapelusik rozciągnął się do pożądanego rozmiaru.
czwartek, 16 czerwca 2016
WYNIK ROZDAWAJKI
Krzyś był tak przejęty swoją rolą, że najpierw uderzył czółkiem o pojemnik i trochę się skrzywił,
a potem, w skupieniu wybrał karteczkę z napisem "Robótki Tereski".
Dziękuję wszystkim za udział w zabawie, a właścicielkę tej serwetki proszę
o aktualne dane do wysyłki.
piątek, 3 czerwca 2016
Moja przygoda z wolnowarem.
Ostatnio zapanowała moda na wolnowary. Kamionkowy kociołek wstawia się ze składnikami na potrawę do czegoś, co przypomina prodiż. Nic się nie przypali i nie wykipi, nie potrzeba mieszać,
ani przewracać, można spokojnie obejrzeć ulubiony film, zająć się czymś innym, przespać itp.
Dostałam w prezencie to urządzenie i musiałam je szybko wypróbować, ponieważ gdyby coś w nim nie działało, to możliwy byłby zwrot. Najpierw za radą Tysi http://yarnandart.blogspot.com/2016/01/wolnowar-fotorelacja-pierwsze-wrazenia.html, umieściłam pokrojone mięso w zalewie z przyprawami i wstawiłam do lodówki na kilka godzin, potem wrzuciłam do kociołka podsmażone mięso z cebulą, trochę wody oraz pokrojone: marchew, pietruszkę, paprykę i pieczarki. Po czterech godzinach duszenia dodałam troszkę koncentratu pomidorowego. Dotąd przygotowywałam obiad w czasie od pół do półtorej godziny. Duszenie potrawy w tym kociołku zajęło mi 5 godzin, przy innym ustawieniu mogło być 8. Myślałam, że dostanę szału. Był upał, zapach obiadu unosił się w całym domu, a my z mężem byliśmy głodni. Mąż posilił się serkiem Danio, a ja poszłam do siostry na zupę. Nakarmiła mnie i uspokoiła, że za pierwszym razem, ona też warowała przy wolnowarze i denerwowała się, a teraz bardzo go lubi. Kiedy wracałam do domu, poczułam swąd spalenizny, im byłam bliżej, tym bardziej. W końcu biegłam do domu kłusem i z duszą na ramieniu. Okazało się, że to w sąsiedztwie coś się spaliło, a u mnie o przypaleniu nie było mowy. Moja potrawa była gotowa, aromatyczny gulasz, w którym wszystkie smaki się połączyły, ale nic się nie rozleciało. W smaku przypominał Boeuf Stroganowa, do makaronu był świetny.
Moje wnioski dotyczące przydatności wolnowaru są takie:
- obsługa jest banalnie prosta,
- niedoświadczone gospodynie domowe powinny to mieć, bo nic nie przypalą i nawet jeżeli
w nieodpowiedniej kolejności wrzucą składniki do kociołka, to i tak potrawa będzie dobra,
- osoby pilnujące dzieci również, ponieważ nie muszą odwracać od nich wzroku, żeby zamieszać
w garnku,
- pokrojone mięso wystarczy posypać przyprawami i dodać resztę składników przed samym
włączeniem wolnowaru, gdyż w długim czasie duszenia zdąży wszystko się przedryźć,
- mięso w bryle, na pieczeń, warto włożyć do słonej wody na godzinę lub dwie przed duszeniem.
- najlepiej przygotowywać potrawę w przeddzień spożycia, żeby uniknąć nerwowego wyczekiwania,
- podobno można wyjść z domu w trakcie przyrządzania potrawy, ale ja bym nie radziła, bo jednak
wykorzystujemy instalację elektryczną, która zawsze może nawalić i dać iskrę,
- nie wyobrażam sobie tak długiego duszenia mięsa w kuchni bez okna.
Jeżeli macie większe doświadczenie w użytkowaniu wolnowaru, dobry przepis, to podzielcie się nim ze mną. Tym, którzy kupią to urządzenie, życzę pomysłów na nowe dania, zdrowe, bo z mniejszą ilością przypraw
i tłuszczu. Wszystkim gotującym tradycyjnie i eksperymentalnie życzę smacznego !
ani przewracać, można spokojnie obejrzeć ulubiony film, zająć się czymś innym, przespać itp.
Dostałam w prezencie to urządzenie i musiałam je szybko wypróbować, ponieważ gdyby coś w nim nie działało, to możliwy byłby zwrot. Najpierw za radą Tysi http://yarnandart.blogspot.com/2016/01/wolnowar-fotorelacja-pierwsze-wrazenia.html, umieściłam pokrojone mięso w zalewie z przyprawami i wstawiłam do lodówki na kilka godzin, potem wrzuciłam do kociołka podsmażone mięso z cebulą, trochę wody oraz pokrojone: marchew, pietruszkę, paprykę i pieczarki. Po czterech godzinach duszenia dodałam troszkę koncentratu pomidorowego. Dotąd przygotowywałam obiad w czasie od pół do półtorej godziny. Duszenie potrawy w tym kociołku zajęło mi 5 godzin, przy innym ustawieniu mogło być 8. Myślałam, że dostanę szału. Był upał, zapach obiadu unosił się w całym domu, a my z mężem byliśmy głodni. Mąż posilił się serkiem Danio, a ja poszłam do siostry na zupę. Nakarmiła mnie i uspokoiła, że za pierwszym razem, ona też warowała przy wolnowarze i denerwowała się, a teraz bardzo go lubi. Kiedy wracałam do domu, poczułam swąd spalenizny, im byłam bliżej, tym bardziej. W końcu biegłam do domu kłusem i z duszą na ramieniu. Okazało się, że to w sąsiedztwie coś się spaliło, a u mnie o przypaleniu nie było mowy. Moja potrawa była gotowa, aromatyczny gulasz, w którym wszystkie smaki się połączyły, ale nic się nie rozleciało. W smaku przypominał Boeuf Stroganowa, do makaronu był świetny.
Moje wnioski dotyczące przydatności wolnowaru są takie:
- obsługa jest banalnie prosta,
- niedoświadczone gospodynie domowe powinny to mieć, bo nic nie przypalą i nawet jeżeli
w nieodpowiedniej kolejności wrzucą składniki do kociołka, to i tak potrawa będzie dobra,
- osoby pilnujące dzieci również, ponieważ nie muszą odwracać od nich wzroku, żeby zamieszać
w garnku,
- pokrojone mięso wystarczy posypać przyprawami i dodać resztę składników przed samym
włączeniem wolnowaru, gdyż w długim czasie duszenia zdąży wszystko się przedryźć,
- mięso w bryle, na pieczeń, warto włożyć do słonej wody na godzinę lub dwie przed duszeniem.
- najlepiej przygotowywać potrawę w przeddzień spożycia, żeby uniknąć nerwowego wyczekiwania,
- podobno można wyjść z domu w trakcie przyrządzania potrawy, ale ja bym nie radziła, bo jednak
wykorzystujemy instalację elektryczną, która zawsze może nawalić i dać iskrę,
- nie wyobrażam sobie tak długiego duszenia mięsa w kuchni bez okna.
Jeżeli macie większe doświadczenie w użytkowaniu wolnowaru, dobry przepis, to podzielcie się nim ze mną. Tym, którzy kupią to urządzenie, życzę pomysłów na nowe dania, zdrowe, bo z mniejszą ilością przypraw
i tłuszczu. Wszystkim gotującym tradycyjnie i eksperymentalnie życzę smacznego !
Subskrybuj:
Posty (Atom)






